wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 3



Ellie’s POV. :
Wow, nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam. Jeszcze nigdy nikomu nie pokazałam fucka. Czuje się taka…spełniona. Co się ze mną dzieje? Właściwie to ten człowiek mi nic nie zrobił.. Miał prawo się na mnie wściec, ale właściwie to dlaczego ja miałabym się wściekać na niego? Aaa po co ja w ogóle się nim przejmuje? Mam go w dupie.
Z przemyśleń o blondynie wyrwał mnie hałas jadącego samochodu. Rzadko tu jeżdżą samochody, a zwłaszcza o tej porze, więc na niego spojrzałam. Ujrzałam jadący z dużą prędkością, dobrze mi znany czerwony samochód.  Kiedy był coraz bliżej mnie, zaczął powoli zwalniać. Moje serce przyspieszyło, a moje ręce zaczęły się strasznie pocić. Powoli zaczęłam się domyślać kto jest kierowcą. Na miejscu pasażera siedziała jakaś cycata blondyna z wytapetowanym ryjem.  No oczywiście, wiem co będzie z nim robić. Właśnie na takiego wyglądał mi Niall.
Samochód prawie, że stał, kiedy był obok mnie. On wiedział, że tędy idę! Wyszczerzył się do mnie sztucznie i mi głupio pomachał, a po chwili już zniknął z mojego zasięgu wzroku. Co za dupek! Przecież miał jeszcze dwa wolne miejsca z tyłu! Wiem, że na pewno bym nie wsiadła do tego samochodu, bo ja nawet nie znam tego gościa, ale nie raczyło chociaż zapytać? Jebany idiota.
Zauważyłam, że już stoję na werandzie przed moim domem, więc czym prędzej zaczęłam szukać kluczy, bo chłód już dawał mi się we znaki.  Od razu w oczy rzucił mi się czerwony samochód, dokładnie taki sam jak miał Niall. Czekaj, czekaj.. Czy on jest moim…? Nie.. Na pewno przyszedł na jakąś imprezę. Ale nie słychać by było muzyki? A może to po prostu dom tej dziwki? Mam nadzieje.
Pośpiesznie odrzuciłam od siebie myśl o blondynie jako moim sąsiedzie i weszłam do domu. Poszłam do łazienki, aby zmyć z siebie makijaż i przebrać się w coś wygodnego. Kiedy już to zrobiłam, poszłam spać.
Dopiero gdy tak leżałam w swoim łóżku, przypomniałam sobie o liście od mojego ojca. Eh, prędzej czy później będę musiała go przeczytać..


*następnego dnia*
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Niechętnie zwlekłam się z łóżka, aby zejść na dół i coś zjeść. No super, jak zwykle lodówka świeci pustkami. Postanowiłam wybrać się do sklepu, a przy okazji po moją ostatnią wypłatę. Normalni ludzie przy utracie pracy popadają w depresje czy coś w tym stylu, ale nie ja. Nienawidziłam jej. Będę musiała znaleźć coś innego..
Wyrobiłam się w pięć minut i już wychodzi łam. Obok mojego domu nadal stał ten nieszczęsny samochód. Nie zastanawiając się nad niczym szłam dalej.  Doszłam do wniosku, że najpierw pójdę do pubu po hajs. Obeszło się bez zbędnych kłótni i dobrze, bo nie miałam na to dzisiaj siły. Od razu potem skierowałam się do spożywczego, aby zakupić potrzebne produkty. 
Weszłam do sklepu, zabrzęczał dzwonek na znak, że przyszedł klient. Po zrobionych mini-zakupach podeszłam do kasy.
-Poproszę jeszcze te papierosy-wskazałam palcem na paczkę fajek. Jestem nałogową palaczką odkąd skończyłam 17 lat.
-Palisz?-spytał kasjer, jakiś dres.
-To jakiś problem?-spytałam najgrzeczniej jak umiałam.
-Jesteś niepełnoletnia-oskarżał mnie.
-Jestem pełnoletnia! Mam 19 lat!
-No to proszę pokazać dowód-kurna, zapomniałam.
-Ugh, nie mam.
-No to spadaj mała-przewróciłam oczami i podałam mu resztę zakupów – Chociaż, mógłbym przymknąć na to oko gdyby..-nie dokończył, bo oczywiście ktoś nam przerwał. Niall..
-Nie masz na co liczyć. To sztywniara, ona ledwo mówi.-Co od pierdzieli? Nawet mnie nie zna.. Chociaż trochę w tym prawdy.
-Mogę przynajmniej resztę produktów?-powiedziałam, wzdychając. Czułam, że jeszcze chwila, a wybuchnę. Kasjer przewrócił oczami, zaczynając kasować produkty. Kiedy płaciłam, mój rękaw się lekko podwinął. Czułam na sobie wzrok chłopaka stojącego za mną, a właściwie.. na moich bliznach. Wiedziałam, że je zobaczył po jego natychmiastowym poważnym wyrazie twarzy. Wzięłam swoje zakupy, a kiedy się odwróciłam Niall patrzył się na mój tyłek. Bezczelny debil.
Ominęłam go szturchając go swoim ramieniem i wybiegłam ze sklepu. Szybko wróciłam do domu, bo bolały mnie już ręce od ciążących siatek.  Była dzisiaj piękna pogoda, czemu by sobie nie pobiegać? Dawno tego nie robiłam. Kiedy wróciłam, przypomniałam sobie, że nie jadłam żadnego śniadania. Zjadłam kilka kanapek, przebrałam się w wygodniejszy strój i już byłam gotowa do wyjścia. Moim oczom ukazał się czerwony samochód, ten co zawsze. Może ten Niall tutaj mieszka? Odpędziłam od siebie tą myśl, zaczęłam biec.
Biegnę już tak z godzinę, a nic a nic nie czuje się zmęczona, ale jestem w pewnym sensie zrelaksowana. Postanowiłam wracać, nie ma się co trudzić. Powoli zawróciłam i tym samym zmierzałam już w kierunku domu, aż nagle usłyszałam jakieś krzyki. Odwróciłam się. O nie, znowu on..
-Znowu się spotykamy- wyszczerzył się głupio w moją stronę. Niestety ja nie odwzajemniłam uśmiechu.
-Niestety-wymamrotałam pod nosem, na co blondyn się zaśmiał. Ale on mi działa na nerwy.
-Palisz?
-T-tak-w końcu odpowiedziałam drżącym głosem. Ej, El, co się dzieje?
-Nie wyglądasz na palaczkę
-Cóż, pozory mylą-lekko się uśmiechnęłam, nawet nie patrząc na chłopaka. Zauważyłam, że cały czas biegniemy.
-Wiesz, niedawno się wprowadziłem do domu tutaj, niedaleko. Robię dzisiaj wieczorem parapetówkę, wpadnij.
-Umm..nie?
-To nie było pytanie, Ellie.
Ale on jest irytujący! Ej.. Skąd on do cholery zna moje imię?!
-Skąd znasz moje imię?-spytałam zszokowana.
-Powiedzmy, że mam coś twojego. Przyjdziesz na imprezę, to to odzyskasz. –Co? Co ta rzecz ma do mojego imienia? Jak on mi ją ukradł? Tysiące pytań krążyło w mojej głowie. Blondyn skręcił, a ja na początku nie wiedziałam po co. Zajęło mi kilka minut zanim uświadomiłam sobie o co chodzi.
On tu mieszka.

Ja mieszkam obok.

Jesteśmy sąsiadami.
Stałam tak chwilkę wpatrując się w jego dom, nawet nie zauważając kiedy chłopaka już koło mnie nie było. Poszłam do swojego domu nadal nie przyjmując do wiadomości, że moim sąsiadem jest Niall.
Nadal zastanawiałam się co on może mieć mojego. Może nic nie ma, tylko się ze mną droczy? Szczerze wątpię.
Dopiero teraz poczułam, brak swojej ukochanej bransoletki z napisem „Ellie”. To była jedyna rzecz po mojej mamie, więc wiedziałam, że muszę ją odzyskać. Poszłam na górę, aby się przygotować, ale uświadomiłam sobie, że nawet nie wiem o której ta biba się zaczyna. Będę się tym martwić później. Stanęłam przy swojej szafie , aby wybrać ciuchy i się przebrać. Postawiłam na czarną sukienkę z koronką do kolan. Kiedy byłam już gotowa usłyszałam hałas. Stanęłam przy oknie i wyjrzałam przez nie, a naprzeciwko mojego okna znajdowało się okno Niall, a w nim nie kto inny-Niall. Patrzył się na mnie dziwnym wzrokiem, aż zaczął coś bazgrać na kartce. Podniósł ją, a ja mogłam przeczytać :
„Bądź u mnie o 18”. 
Skinęłam niechętnie głową. Mam jeszcze pół godziny. Jak to jest możliwe, że już jest 16?! Miałam już iść, ale on podniósł palec na znak abym jeszcze czekała. Znowu zaczął pisać coś na kartce, a kiedy ją podniósł, mnie zamurowało. Zażenowana i cała czerwona wyszłam ze swojego pokoju.
„Lubię takie widoki”
Po chwili uświadomiłam sobie o co mu chodziło. 
Niall widział mnie nago. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Heloł wszystkim! Przepraszam, że nie dodałam wczoraj rozdziału, ale nie miałam lapka. To co? 6 komci? Dacie radę? Mam nadzieję :D No to papa!

7 komentarzy:

  1. Świetny rozdział czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg omg omg *.* ciekawe co będzie dalej ^^ czekam na next z niecierpliwością xx

    OdpowiedzUsuń
  3. super! czekam na następny. dasz znać jak dodasz? @dailyquotesj

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha jaki Niall... no, fajnie by było takiego znać... bardzo fajne ff :)

    OdpowiedzUsuń